sobota, 31 marca 2012

Przepis na starość

Internet mobilny - Internet stacjonarny,
tramwaj - autobus,
film - książka,
kawa - herbata,
wódka - piwo.

Niepotrzebne skreślić? Nie - korzystać zamiennie i do bólu.
Nie wychodzić poza schemat.
Konsekwencja w działaniu, maksymalny constans.
Działa tylko nocą.

Chcesz tego?

niedziela, 18 marca 2012

Umysłowa pornografia

Peregrynacja (łac. peregrinatio) − w Kościele katolickim uroczyste przenoszenie/przewożenie w celach kultowych relikwii, obrazów i innych przedmiotów kultu religijnego (np. krzyż jerozolimski).

Późnym rankiem, w towarzystwie uciekających z krwiobiegu promili, złapałem za "Zwrotnik Raka". Mocny impuls pod postacią pijanego Marlowe'a przerwał mi czytanie i zabrałem się za poszukiwanie definicji słowa "peregrynacja". Po jej znalezieniu (w 0,15 sekundy) doszedłem do wniosku, że nawet peregrynacja od baru do baru nosi znamiona obrządku. Weekendowego obrządku, który ma przyczynę (wartość nadrzędną), cel (zazwyczaj bliżej nieokreślony) i skutek (wartość podrzędną i nieprzyjemną). Gwoli podbicia swojej erudycji (nie elokwencji) i przetrwania niedzieli na kacu, czytam losowo wybierane 10 przykazań najważniejszych religii świata. Ku mojemu platońskiemu zdziwieniu okazuje się, że każda z nich mnie potępia i nawet w tak delikatnej kwestii, kwestii de facto światopoglądu, nie potrafię znaleźć sobie wygodnego miejsca.

A może "celem peregrynacji jest zachęta do podjęcia praktyk religijnych i zaangażowania w życie wspólnoty eklezjalnej"?

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Is Santa dead?

Last Christmas I gave you my heart? All I want for Christmas is you? Święta + miłość? Da się? A myślałem, że tylko ja potrafię połączyć komedię z dramatem.

sobota, 3 grudnia 2011

Banał?

Ostatnio zauważyłem u siebie tendencję do wyciągania naprawdę banalnych wniosków na drodze długodystansowej obserwacji co raz to prostszych w budowie bytów. Ktoś nie tak dawno powiedział mi, że nie ma banałów - są tylko banalni ludzie. Jednak ci banalni tworzą trywialne teorie, które są obalane przez tych nieco ponad, tworzących wielokrotnie złożone, a więc w istocie lepsze, koncepcje. Pierwsi żyją w symbiozie z drugimi i trwając we własnej prostocie, chcąc nie chcąc, zbierają po drodze części składowe. Na te części składają się ludzie, doświadczenia, uczucia. Gromadząc je, zyskują wrażenie nieustannego rozwoju. Ważne jest to, czy na śmietniku, którym jest bez wątpienia życie, trafią na części, które okażą się przydatne, choć każda z nich jest na swój sposób wartościowa. Jedna bardziej, druga mniej, ale każda po kolei jest ważnym trybikiem w procesie budowania osobowości.

Można rozwijać się przy jednej, najważniejszej osobie, ale warunek jest jeden - owa osoba musi mieć do przekazania drugiej na tyle dużo, aby zaspokoić jej głód doskonalenia się, który niewątpliwie drzemie w każdym. Jeśli tak nie jest - nie może uzurpować sobie prawa do miejsca na podium. Rozwijając siebie, rozwija się również partnera, dlatego na pierwszym miejscu powinno znaleźć się własne szczęście, a szczęście ukochanej osoby przyjdzie z czasem. Druga jednostka nie może pozostać dłużna wobec pierwszej, bo silna relacja, oparta na zaufaniu i wzajemnej współpracy, gdzie przynajmniej tli się chęć wspólnego życia i działania, to podstawa sukcesu.

Sam nie czuję się osobą prostą - wręcz przeciwnie - co raz częściej zadziwiam samego siebie. Bez znaczenia jest dla mnie to, czy owo zadziwianie siebie ma sens pozytywny czy też nie, bo lubię pieprzoną złożoność i jeśli kolejne doświadczenia utwierdzają mnie w przekonaniu, że ja składakiem jestem, to czerpię z tego nieopisaną przyjemność.

P.S. Z notki wyszła papkowata, filozoficzna rozprawa, ale usprawiedliwiam się kacem.

środa, 16 listopada 2011

Czkawka

Jedyny podział przy barze to podział na trzeźwo-myślących abstynentów i myślących, że nie piją, alkoholików. Koniec końców, wszyscy i tak wychodzą nad ranem w podobnym stanie. Pierwsi upici filozofią, drudzy zaś zatruci etanolem i własnymi toksynami.